Niedawno  miałam chyba najgorszy dzień na mojej nowej mlecznej drodze. Mój synek od miesiąca strajkuje. Jego strajk przyprawił mnie do tej pory o dotkliwy ból kręgosłupa (bo karmiłam w ruchu a kawaler lżejszy się nie robi) oraz nie ma co ukrywać – zszargane nerwy (a dużo im nie trzeba, w domu także high need 4-latka). Zanim nadszedł strajk Bruno jadł chętnie, choć najczęściej nasze karmienia zaczynały się od mlecznego natrysku… 

Obecnie cały mój dzień od blisko miesiąca kręci się wokół jego jedzenia. 

Czy zje. 

Kiedy zje. 

Ile mnie to będzie kosztowało. 

Ponieważ plecy już nie dają rady karmie na śpiocha. Ale żeby nakarmić na śpiocha trzeba dobrze utrafić – niech sobie dzidzia trochę pośpi, bo możliwe, że podnosząc go zbudzę go na dobre i nie zje. Ale niech nie śpi za długo, bo patrz punkt pierwszy. A jednocześnie mój syn z tych co drzemki ma, owszem, ale 15min do 40min. I starszą siostrę, małą dziewczynkę, która po prostu chce się bawić, śpiewać… Spacer okej, ale wtedy gdy wiem, że zjadł i muszę wrócić do domu zanim się obudzi (jeśli zaśnie), nie mogę być na zewnątrz średnio dłużej niż godzinę. Tak, wszystko kręci się absolutnie wokół jego jedzenia bo sytuacja, w której jest „za głodny” sprawia, że spazm jest epicki i nie wiadomo co czynić (no w chustę wrzucić, wiadomo, ale zanim się dzidź uspokoi…)

A wiec nie, nie karmię na żądanie. Obecnie karmię na partyzanta. 

A najgorszy dzień polegał na tym, że mój syn był głodny, wiedziałam, że jest głodny, bo mnie nie było i wróciłam niestety jak już się obudził. Chciałam go przystawić, a on reagował na pierś jak na gorący pogrzebacz. Dosłownie. Bezsilność i frustracja matki, która ma „czym” nakarmić, ma pełne piersi mleka, ale jej dziecko odpycha się, wrzeszczy, pręży się… Najpierw byłam spokojna, jak zawsze, bo radzę sobie w takich sytuacjach dobrze. Ale mijały minuty a synek wpadał w coraz większą histerię, a ja zaczęłam się zapętlać, po prostu zaczęło mi za bardzo zależeć żeby go nakarmić. I coś we mnie pękło. Położyłam go zanoszącego się od płaczu na łóżku i po prostu… wyszłam z sypialni.

Synka przejął tata, który uspokoił go w kilka sekund – bo sam był spokojny i nie buzujący emocjami jak ja. Ja natomiast zajęłam się płakaniem. I wsłuchiwaniem się we wredny szept w mojej głowie mówiący:

„Co z Ciebie za matka – nawet dziecka nakarmić nie potrafisz…”. 

Jak ten wredny szept Golluma obijał mi się o wnętrze czaszki, myślałam sobie smarkając w kolejną chusteczkę: „Pierniczę. Dość mam tego. Co to w ogóle ma być, jakaś paranoja czy co?? Tak się nie da funkcjonować! Odkąd cycek to zgniły kartofel jest?? Na dodatek jestem PKP i takie jazdy akurat MI się przydarzają? Może on po prostu NIE CHCE być karmiony piersią. A może nie chce jeść z MOJEJ piersi?? Może ja powinnam sobie po prostu dać spokój z tym całym karmieniem…”. 

Mój wewnętrzny monolog był zdecydowanie bardziej ukwiecony wulgaryzmami, lecz pozwólcie, że będę trzymać się powyższej wersji. Sama siebie przestraszyłam tymi myślami, a szept rodem z zatęchłej jaskini Władcy Pierścienia uzmysłowił mi, że najokrutniejsze rzeczy mówimy i myślimy o sobie w głębi duszy my same. 

Jak już się tego szeptu wystarczajaco nasłuchałam poszłam po Bruna, bo u Taty robił się już niespokojny a nosić „pozwala się” tylko mi. Nawąchałam się główki, nacałowałam czółka. Położyłam na udach i ukolysalam do snu, jak lubi. Zasnął a potem zjadł z dwóch piersi. 

I jak już popłakałam sobie a on zasnął to przypomniałam sobie jak wyglądało karmienie mojej starszej córki, gdy jej w końcu minął ten pieprzony strajk piersiowy. Wreszcie było normalnie. Jak na zdjęciach w sumie w kolorowych gazetkach, tak jakoś około 5 miesiąca. A moje mleko wspierało jej zdrowie i rozwój przez ponad kolejne 2 lata. Fakt, jeszcze 2 miesiące takich cyrków u Bruna i wypadną mi wszystkie włosy i zęby ze zgryzoty. Ale wiem, że będzie lepiej! I nie zamierzam jedynie czekać. Pożyczam od Marty piłkę oraz umówiłam Bruna do fizjoterapeuty. A Gollum niech siedzi tam gdzie jego miejsce. Na samym dnie podśmiardującej pieczary skąd wcale, ale to wcale go niesłychać 🖕🏻

Babko, a co mówi Twój Gollum? I jak sobie z dziadem radzisz?

Autor: Nina Błaszczyk-Nowik