Długie listopadowe wieczory nastrajają refleksyjnie.

Zdarza Wam się czasem, że bezdzietni znajomi pytają Was jak to jest mieć dziecko?

„Ale wiesz, powiedz szczerze, jak to jest? Jak to naprawdę wygląda? Zdecydowałabyś się jeszcze raz, gdybyś wiedziała jak to wygląda?”
Co wtedy odpowiadacie?

Moja odpowiedź brzmi tak: zanim zostałam mamą wydawało mi się, że jestem przemęczona, za mało sypiam i nie mam czasu dla siebie. Właśnie, WYDAWAŁO MI SIĘ. 
Nigdy nie byłam tak przemęczona jak w pierwszych miesiącach macierzyństwa przy moim małym HNB (High Need Baby), nigdy nie byłam tak zestresowana jak wtedy, gdy mój tygodniowy syn dostał pierwszy raz kataru, przez 3 lata nie przespałam ciągiem żadnej nocy (a 4 pobudki to był prawdziwy luksus). Czas dla siebie? To wieczorny prysznic 😉

Kiedy zostajesz matką Twój Świat przewraca się do góry nogami, na początku swojej macierzyńskiej drogi możesz mieć wrażenie, że Ciebie to już nawet nie ma, że jest tylko dawczyni mleka, karmicielka, usypiaczka, nosicielka (wpisz dowolne).

W tym miejscu Tej opowieści bezdzietni znajomi mogą mieć nieco niemrawe miny, mówiące – to chyba jednak nie dla mnie. Ewentualnie może się też pojawić współczucie lub niedowierzanie, albo ulga, że nie byli tacy głupi, żeby wdepnąć w to samo bagno.
Ale wtedy następuje druga część opowieści – druga strona medalu.

Bo wiecie co?
Nawet jeśli początki były bardzo trudne, z różnych powodów, nawet jeśli nadal bywa czasami mega trudno i mam ochotę gryźć zębami ziemię, to… Nie wróciłabym już do tego co było kiedyś. Moje życie dzieli się na dwie ery. Erę przed i po dziecku. I ja czasem nawet nie jestem sobie w stanie przypomnieć tego co było przed…

Macierzyństwo/rodzicielstwo zmienia bowiem nas w sposób, który trudno nam sobie wyobrazić. Daje nam siłę i motywację do bycia najlepszymi wersjami nas samych. Jest siłą napędową naszego działania, pomaga nam odkrywać takie części nas samych, o których istnieniu nawet nie wiedzieliśmy. Zanim zostałam mamą nigdy bym nie pomyślała, jak wielkie pokłady miłości w nas istnieją. 
Dziecko, jeśli mu na to pozwolimy, może nam pomóc odnaleźć siebie, odkryć uczucia jakich nie znaliśmy, pokłady cierpliwości, wyrozumiałości i tolerancji, o jakich byśmy nie marzyli i SIŁĘ, o jaką byśmy się nie podejrzewali.

Bycie rodzicem to ciągły rozwój, nie możemy się zatrzymać w miejscu. Bywa to ciężkie, bywa trudne, frustrujące, ale przynosi ogrom satysfakcji, radości, spełnienia i wdzięczności.
I jest warte każdej nieprzespanej nocy, każdej przepłakanej minuty, każdej chwili zwątpienia i osamotnienia.

Bo gdy nawet po najgorszym dniu, gdy mamy wszystkiego dość, bo szef nas wkurzył, bo była rodzinna kłótnia, bo pogoda nie taka, bo choroba, bo nie byliśmy takimi rodzicami jakimi chcielibyśmy być, bo mieliśmy za mało czasu, bo okazaliśmy irytację czy po prostu się wściekliśmy, gdy po takim dniu przychodzi noc i patrzymy na nasze śpiące spokojnie dziecko, to znowu nam się chce. Znowu chce nam się starać od początku, zacząć kolejny dzień z wysoko podniesioną głową i próbować być najlepszą wersją siebie.

PS
Może być też oczywiście tak, że Wasze dzieci od początku będą przesypiać całe noce i będą tak spokojne, że czasem będziecie zapominać, że je macie (tak, takie dzieci też istnieją ;)), ale chcę Wam powiedzieć, że nawet jeśli tak nie będzie, to nie będziecie żałować 😉