No to zaczynam kruszyć nad głową następnego ssaka!

Kochane Babki, kilka dni temu urodziłam synka w przyszpitalnym Domu Narodzin. Poród w 40t + 5d do wody – całkowicie fizjologiczny, niezakłócony ani zzo, ani hektolitrem oxy jak miało to miejsce w przypadku starszej córki – indukowanej i urodzonej po blisko 30 godzinach w 40t + 10d. Córeczka po męczącym i stresującym porodzie zasnęła praktycznie na dobę a potem bardzo stanowczo odmawiała ssania piersi. Przyszło dokarmianie mm drenem przy piersi, przyszły nakładki, laktator, przyszła żółtaczka, a 5 dobie smoczek mimo tych wszystkich problemów – cóż, blisko 4 lata temu niewiele wiedziałam o karmieniu naturalnym.

Czy tym razem moje początki laktacyjne były podobne? Poniżej pierwsze siedem dni mojej nowej drogi mlecznej – szczerze i bez lukru 😎

1 dzień
Karmienie następuje w pierwszej godzinie od porodu, synek jest stale w kontakcie skóra do skóry albo ze mną albo z tata. Ssie chętnie. Cel jest jasny, od początku bierzemy się do roboty – ja proponuję lub on się zgłasza max co 3 godz. Nie jest bardzo senny i zmęczony. W ciągu dnia praktycznie stale leży na mnie lub w moich ramionach także gdy nie karmię. Piersi są dość miękkie a Bruno robi 3 smółki.

2 dzień
Po całej dobie ssania piersi zaczynają być cieplejsze a brodawki bolą od dość płytkiego ssania. Spadek 4.7% czyli fizjologiczny –
na minusie 160 gramów. Pracujemy dalej! Mimo dyskomfortu krocza po SN i bardzo silnych skurczów macicy podczas KP zaczynam karmić na siedząco, aby kontrolować i poprawiać chwyt Bruna. Bardzo przydaje mi się prezent od moich kochanych Babek – Karmiuszka Odciąża np. rękę, bo łokieć może wreszcie zostać oparty podczas długich godzin karmień i drzemek (wiem, że Marta i Magda, mają swoje sprawdzone patenty podczas karmień przy wsparciu Karmiuszki). Wieczorem widzę pierwszy raz, że Bruno przełyka pokarmi i że piersi wchodzą w fazę nawału. Widzę pierwsze siusiu.

3 dzień
Poranne ważenie i na minusie tylko kolejne 20gr. Praca się opłaciła, wypuszczają nas do domu! Karmienia są tak bolesne, że karmie żując gumę, przynajmniej mam na czym zaciskać zęby. Położna pokazuje, że mały płytko chwyta i należy wywijać mu ręcznie dolna wargę, czasami też górna. Wracam do domu z bolesnymi mini arbuzami. Wieczorem wjeżdżają kompresy żelowe i ibuprom bo robi mi się zimno. Bruno pierwszy raz ulewa, zresztą śmiesznym mlekiem – ciemnożółtym.

4 dzień
Stałe pilnuje by Bruno ssał efektywnie i pomagał z nawałem – smaruje biedne brodawki olejem kokosowym i przede wszystkim stale wietrzę. Karmienie boli jak cholera, ale cieszę się, że nawał nie wymyka się spod kontroli. Plusem jest to, że skurcze macicy podczas kp nie są już tak dotkliwe jak w pierwszych dniach. Poruszam się po domu niczym duch- sunąc- aby nie wprawiać w niepotrzebny ruch nabrzmiałych piersi 

5 dzień
Podczas karmienia zaczyna wypływać mi mleko z drugiej piersi, zaczynam przeciekać, it’s official. Do tego zaczynam czuć wyrzut oksytocyny. Synek robi kupę podczas każdego karmienia. Piersi są nadżarte konkretnie , strach przed przystawieniem jest ogromny. Jutro mam wizytę doradczyni laktacyjnej – potrzebuję pomocy! Zależy mi aby CDL obejrzała wędzidełko, zobaczyła co tam w buzi słychać, może przyda nam się korekta pozycji. Na nawał pomagam sobie zimnymi kompresami żelowymi z lodówki, mąż kapusty nie znajduje. Oraz pilnowaniem by nie było za długich przerw między karmieniamia. Biorę ibuprom na noc a gdy czuję większą tkliwość od strony pachy karmię w pozycji futbolowej. Zresztą jeśli piersi są poranione warto zmieniać pozycję. Jestem pewna, że maluch ssie efektywnie, kupa i siku i przełykanie wskazuje na to jednoznacznie, ale widzę, że synek się od wczoraj zażółcił.

6 dzień
Odwiedza mnie wyczekiwana CDL – Agnieszka Mińko Pod skrzydłami położnej – Agnieszka Mińko, która wnikliwie bada buzię synka, ogląda jego język, dotyka dziąseł, policzków, sprawdza efektywność ssania, poprawia pozycje (zwraca uwagę na moją postawę podczas karmienia, proponuje pozycję krzyżową bo wtedy mam większą kontrolę i nad piersią i nad synkiem – od razu mniejszy ból) i proponuje kompresy MULTI-MAM, które już po pierwszym użyciu bardzo! poprawiają stan gojących się i nadjedzonych brodawek – Agnieszko jeszcze raz bardzo bardzo Ci dziękuję! Wg ważenia CDL Bruno wrócił a raczej przekroczył już wagę urodzeniowa – miedzy środa a sobota przybrał 200gr, a wiec „zrobił” średni przyrost tygodniowy. Zeszłej doby karmiłam go 18 razy wiec nie dziwne, że chłopak robi masę.

7 dzień
Piersi się goją i brodawki są w dużo lepszym stanie, co zostaje stwierdzone naocznie nawet przez moja 3-letnia córkę. Niestety początek karmienia nadal BARDZO boli, ale już nie pakuje sobie do buzi gumy. Kolejny dzień (a raczej noc) ćwiczę spanie z synkiem na sobie, pomaga mi niezastąpiona Karmiuszka pod łokciem ❤

Mój bezsmoczkowy synek ma tydzień, tyle też ma moja laktacja. Brodawki wyglądają na zagojone, nie ma strupków, nie ma wydziobanej skory. Karmienie nadal na początku boli, ale jest lepiej! Wiem, że jest to proces – czekam cierpliwie i poprawiam Bruna przy piersi (jego starsza siostra przychodzi i go instruuje powtarzając za mną “Bluno zobacz, aaaaaaaa – szeloko otwórz buzie, szeee-lo-ko!”) A synek to klasyczny ssak, który najchętniej śpi na mamie z piersią w buzi. Odłożenie na bok daje mi średnio 3.5min do pobudki. Ale w ciągu dnia lub nocy jak zaśnie głębiej to wtedy ląduje w łóżku z tata i siostra a ja 2-3 godziny śpię jak królowa – czyli w dowolnej pozycji.

Czy są tutaj takie mamusie jak ja, które mają w domu noworodka? Jak się macie?Jak Wam idzie karmienie? Koniecznie dajcie znać 

Autor: Nina Błaszczyk-Nowik