Mój pierwszy poród był tzw. „złym porodem”. Zaczął się od piekielnie bolesnego i przemocowego wywołania a potem było już tylko gorzej. Finalnie mimo widma CC urodziłam córeczkę zdrową i całą i na tym się skupiłam, więc początkowo tematu nie było. Zadziałał mechanizm obronny, który bardzo dobrze znam, ale przecież prędzej czy później smutek, złość, żal, rozpacz i upokorzenie musi wyjść na światło dzienne. I tak swój poród i to czego doświadczyłam opłakiwałam dwa lata. Ostatnim krokiem było napisanie do rzecznika praw pacjentów zaraz przed moim drugim porodem. Nie po to by kogokolwiek pociągnąć do odpowiedzialności chociażby moralnej, minęło wtedy już ponad 3 lata od mojego pierwszego porodu. Po to aby opowiedzieć o mojej krzywdzie i by została ona uznana. Po to abym tę krzywdę utuliła i… pożegnała.

Czy po złym porodzie sn jedyna słuszna droga to CC?
Czy mozliwy jednak jest dobry poród sn?
Co zrobić aby taki właśnie Twój kolejny poród był. Dobry.

Poniżej opisze kroki, które wykonałam aby zwiększyć swoje szanse na lepszy, drugi poród siłami natury:

1. Przez całą ciążę chodziłam do osteopaty, który między innymi monitorował położenie kości ogonowej, to jak rotuje się macica, to w jakim napięciu mam biodra i miednicę. To wszystko jest bardzo ważne podczas porodu, bo kiepskie parametry będą blokować dziecko zejście do kanału rodnego.

2. Słuchałam afirmacji i relaksacji, robiłam wizualizacje. Jeśli się w tym odnajdziesz możesz wprowadzić w swoje ciało dużo spokoju i akceptacji. Strach zamyka, Ty chcesz się otworzyć.

3. Regularnie czytałam pozytywne historie porodowe na vivat poród. Karmiłam się tymi emocjami i obrazami. Nie słuchałam tych niepokojących i negatywnych, dążyłam do tego aby żyć sobie w swojej banieczce pozytywności. Śledziłam inspirujące doulowe fanpejdże, które dbały o moje nastawienie.

4. Wybrałam miejsce porodu w zgodzie ze swoim planem – Dom narodzin. Nie chciałam igieł, kroplówek, pospieszaczy. Wiedziałam, że nie wezmę znieczulenia, bo za pierwszym razem znieczulenie zatrzymało mi akcje porodową.

5. Wybrałam położną, która miały stać na straży mojego planu porodowego i pomóc ten plan, o ile będzie to możliwe, zrealizować.

6. Zaczęłam chodzić na „jogę w ciąży”, ale powodowała skurcze i musiałam z niego zrezygnować niestety. Ale warto próbować.

7. Razem z krawcową przygotowałam sobie dwie sukienki poporodowe do szpitala oraz zamówiłam sobie kimono mocy specjalnie dla mnie uszyte – mój amulet.

8. Gdy na sam koniec ciąży zaczęłam się bać i to bardzo – płakałam. Płakałam by puścić ten strach. Nie kisić go. Płakałam mężowi, który przypomniał mi czego dokonałam za pierwszym razem, do czego jestem zdolna.

9. Na mojego birthing partnera wybrałam ponownie właśnie jego – osobę, która we mnie wierzy, która potrafi wspierać.

10. Patrzyłam na moje ciało jako silne, mądre i sprawcze. Podziwiałam jakie jest piękne.

W to drugie doświadczenie wchodziłam z zupełnie inną wiedzą na temat fizjologii porodu, ale też zupełnie inną samoświadomością, inną dojrzałością, innym zrozumieniem dla swoich emocji, swojego instynktu. Ponoć nie należy żałować niczego, ale ja jednak żałuję – myślę, że bardzo skorzystałabym z pracy z doulą, zarówno przed porodem jak i w czasie porodu. Dodam, że syna urodziłam do wody i łącznie zajęło mi to 12 godzin vs prawie 30 godzin porodu mojej pierworodnej. Także odwagi i nadziei kochane!

Babki, które po pierwszym złym doświadczeniu SN miałyście lepszy drugi poród – podzielcie się swoimi radami 🙂

Zdjęcie wykonała Zukography. gosia zuk photography

Autor: Nina Błaszczyk-Nowik