Ostatnio przyszła do mnie taka refleksja: gdyby rodzice zamiast „na wszelki wypadek” kupować mleko modyfikowane zaopatrywali się w chustę jako oczywisty element wyprawki, to KP w naszym kraju miałoby się o wiele lepiej.

Jak to?

A no najłatwiej i najszybciej jest wykorzystać bardzo oczywisty i bardzo powszechny sposób – rozrobić proszek i dać w butelce, bo dziecko wreszcie się uspokoi. Wiadomo, że płacze malucha i martwią i łamią serce a finalnie po prostu też szargają nerwy. I koniec końców butelka to najczęściej stosowane rozwiązanie gdy dziecko jest niespokojne. Ale czy niespokojne = głodne?

„No głodne, bo przecież dostało butelkę i wciągnęło zawartość aż furczało. To jak nie głodne, przecież znam swoje dziecko”.A ty Babko nie zjesz drugiego kawałka ciasta? No dajo to co nie zjesz…

Niemowlę wbrew pozorom nie składa się tylko i wyłącznie z układu trawiennego. Można je uspokoić na rożne sposoby, nie tylko jedzeniem w butelce. Pamiętajmy, że podając butelkę możemy wywołać kolejne problemy – większe nerwy przy piersi, słabnącą laktację zwłaszcza jeśli jest to mm a mama nie stymuluje piersi laktatorem. Dlatego przypominamy o sposobach uspokajania, które u nas działały/działają (bo jak wiemy to się lubi zmieniać)

tutaj:
https://babkizpiersiami.pl/czy-konczy-mi-sie-mleko/

i tutaj:
https://babkizpiersiami.pl/karmienie-piersia-podczas-skoku-rozwojowego/

Dodam na marginesie, że ostatnio gdy mój synek wpadł w ogromny płacz i nic nie pomagało to go:

1. Położyłam 
2. Zdjęłam mu pieluchę 
3. Zaczęłam z nim rozmawiać 

Uspokoił się! Ba! Odpowiadał mi z wdzięcznością. Po prostu chciał się wygadać, jak każdy z nas czasami, prawda?

Ale miało być u chuście!

Ostatnio jak Wam pisałam, mamy fazę karmienia tylko w ruchu. A nawet jak już nakarmię to kawaler nie garnie się by spać, chociaż wiem, że zmęczony. Noszenie nie pomaga. A gdy jestem na zewnątrz tym bardziej nie mogę go położyć sobie na udach i go kołysać na boki, tak jak lubi najbardziej. Ale mam chustę. Która ratuje życie bo jest uspokajaczem pierwsza klasa

To nieprawda, że jest trudna. Tzn. jak przyszła do nas Doradca noszenia w Warszawie – Ewelina Wiech – chusta czy nosidło do domu i pokazała jak się mota dziecko to pomyślałam: „za cholerę tego nie ogarnę. Nigdy. Nie ma mowy”. Ale Ewelina nam wszystko pięknie pokazała a potem serdecznie i życzliwie komentowała moje wiązania, które jej przesyłałam do oceny w kolejnych dniach. Dzisiaj się śmieję, bo w sumie wiązanie chusty jest proste jak budowa cepa, nawet dla pociążowego mózgu jak mój. To nieprawda, że jest droga. Jest wiele grup na FB gdzie m.in można kupić używaną chustę świetnej jakości. A doradczyń chustonoszenia jest coraz więcej, warto korzystać z ich wiedzy. Gdy nie macie do nich dostępu tam gdzie mieszkacie, pozostają grupy wsparcia na FB i tutoriale na YT.

Więc zamiast dokarmiać moje niespokojne, PRAWIDŁOWO PRZYBIERAJĄCE dziecko:

Krok 1: Karmię w ruchu 
Krok 2: Wrzucam w chustę. 

A Bruno zasypia. Najpierw popłakuje, wierci się, ale zasypia. Polecam moje kochane, polecam. A opakowanie mm stoi w sklepie, tam gdzie jego miejsce.

PS. Na zdjęciu widać moje pierwsze wiązanie na gorąco, awaryjnie poza domeM, więc nie ma za bardzo z czego brać przykładu. Nadal się uczę!

Autor: Nina Błaszczyk-Nowik