Ostatnio poruszamy temat połogu. Marta pięknie opisała swój świadomy i dobrze przeżyty połóg. Pisałyśmy też o ciele, o tym jak się zmienia, słuchałyśmy Waszych historii, o tym jak różnie Wasze ciała, ale też Wasze głowy i serca przechodziły ten czas. Dziś chciałam poruszyć jeszcze inny temat związany z połogiem. Temat trudny i często będący tabu, a mianowicie baby blues.

Syna urodziłam w grudniu, tydzień przed wigilią, więc piękny i magiczny czas. Ciąża była ciężka, z powikłaniami, a poród w ostatniej fazie, po 1,5h skurczy partych, zakończony cc. Ale syn urodził się zdrowy. Moja pierwsza myśl była: jaki on jest śliczny, bo w ogóle nie wyglądał jak dopiero wyjęty z brzucha 😉 Strasznie płakał, ale jak tylko położna przyłożyła go do mojego policzka, to położył na mnie małą łapę i się uspokoił. Potem leżeliśmy na sali pooperacyjnej, panował półmrok, w roku sali migotały światełka na choince, było cicho i spokojnie. Tuliłam ten mały tobołek i czułam się najszczęśliwszą osobą na Świecie, pełną mocy i siły. To były magiczne godziny, najpiękniejsze w moim życiu.

Potem niestety zaczęły się problemy z karmieniem, żółtaczka u syna, szpitalna rzeczywistość, brak snu, zmęczenie i ból po operacji. Czułam jak coś się we mnie rozpada, jak ogarnia mnie ciemność, brak nadziei i radości. Wróciłam do domu, zbliżały się Święta, oglądałam zdjęcia moich koleżanek z grupy rówieśniczej, pięknych, radosnych, tulących dzieci wśród świątecznych dekoracji. A ja? Czułam rozpacz, zagubienie, bezbrzeżny smutek. Tysiące łez wylanych pod prysznicem, olbrzymie wyrzuty sumienia, że co ze mnie za matka, że powinna się cieszyć, być szczęśliwa.

Czasem tak właśnie bywa. Pierwsze godziny po porodzie są piękne, magiczne, zalewa nas fala endorfin i miłości, aż tu nagle trzeciego dnia zalewa nas fala, ale łez.
Nasz nastrój gwałtownie się obniża, pojawiają się emocjonalne huśtawki, drażliwość. Czujemy się przytłoczone sytuacją, niepewne…
To tak zwany baby blues. Pojawia się najczęściej między 3 a 5 dniem po porodzie i dotyka nawet 50-80% kobiet. Zazwyczaj nie trwa dłużej niż 2 tygodnie. Ma on podłoże zarówno psychiczne jak i fizjologiczne.

Jest związany ze zmianami hormonalnymi jakie zachodzą w organizmie kobiety po urodzeniu dziecka. W tym czasie następuje gwałtowny spadek estrogenu i progesteronu, a także hormonu CRH, czyli kortykotropiny związanej z hormonem stresu-kortyzolem. Wysoki poziom CRH przed porodem pomaga kobiecie poradzić sobie ze stresem w trakcie porodu, ale potem gwałtownie spada, co wpływa na spadek samopoczucia. Z czasem gospodarka hormonalna wraca do normy i samopoczucie się poprawia. Niestety nie zawsze tak się dzieje i wtedy może dojść do depresji poporodowej.

Dodatkowo znalezienie się w nowej sytuacji życiowej, poczucie odpowiedzialności za nowe życie, zmęczenie, brak snu przyczyniają się do pojawienia się baby bluesa. Jeżeli mama miała trudną ciążę i poród, problemy z karmieniem piersią, to ryzyko się zwiększa.

Między 3 a 5 dniem pojawia się też często nawał, czyli stan, w którym nagle produkuje się więcej mleka, pojawia się uczucie przepełnienia piersi, piersi mogą być nabrzmiałe, tkliwe, mama może odczuwać dyskomfort a nawet ból, co także może wzmagać baby bluesa.

Baby blues nie wymaga interwencji medycznej, ale jest sygnałem, że mama musi zadbać też o siebie. Nieocenione wtedy jest wsparcie bliskich, w tym partnera. Rolą partnera jest także zachowanie czujności czy objawy nie nasilają się i nie trwają zbyt długo, co może świadczyć o rozwijającej się depresji poporodowej.

Kolejny tekst będzie o tym, co mi pomagało w tym trudnym czasie.

Babka Magda

A jak było u Was Babki? Dopadł Was baby blues?