Kiedy pisałyśmy o korzyściach dla mam płynących z karmienia piersią – najwięcej dyskusji i uwag wzbudził punkt o karmieniu piersią i chudnięciu. Chciałybyśmy zatem poruszyć ten temat. Zanim jednak przejdziemy do konkretów jedna drobna uwaga:

Chudnięcie po ciąży nie jest Twoim nadrzędnym celem. Zrzucać kilogramy możesz nie po to, by zmieścić się w te pieprzone jeansy sprzed ciąży, ale ewentualnie po to, by zadbać o swoje zdrowie.
To, jak wyglądasz jako mama nie świadczy o Twoich matczynych kompetencjach. Twoje ciało dało nowe życie i naprawdę to o wiele ważniejsze niż to, że zostało Ci  5 kg po dziecku.

Serio, Twoje ciało jest doskonałe.

Wiele z Was słyszało pewnie informacje o tym, że dzięki karmieniu piersią spala się od 500-700 kcal dziennie. Brzmi fantastycznie, prawda? To z dwa pączki. Więc wystarczy ich nie jeść, a waga poleci w dół i życie znów będzie piękne. Bum, trach o ziemię – to nie takie proste. O ile rzeczywiście organizm spala tyle kalorii, nie jest powiedziane, że zadziała to jako piękny środek odchudzający. Wiele zależy od tego, ile ważyłaś przed ciąża, jak wygląda Twój metabolizm, zdrowie, poziom aktywności fizycznej. Przy sytuacji idealnej powinnaś tracić około kilograma miesięcznie.
Jeśli zatem weźmiesz pod uwagę, że tych kilogramów w czasie ciąży nie było 5 a znacznie więcej, to prosta matematyka da wynik dłuższych miesięcy czekania na powrót do wagi sprzed ciąży.

Jeżeli należysz do grupy osób, które wolą sprawę przyspieszyć poczekaj, proszę, chociaż do skończenia połogu. Daj sobie te 6-8 tygodni na dojście do siebie po długich miesiącach intensywnych zmian w organizmie i ultramaratonie porodowym. Rzeczywiście, skup się na jedzeniu, ale w kategoriach dopieszczania organizmu, a nie sprawiania mu dodatkowych trudności i wyzwań. I kiedy piszę o dopieszczaniu nie mam na myśli bitej śmietany jedzonej prosto do paszczy. Chodzi o pożywne zupy, warzywa, owoce, orzechy, ziarna, a nie puste kalorie i słodycze.
Dla wielu mam to baaaaaaardzo duży problem, bo musi pokonać dwie trudności: fizyczny głód i wycie organizmu o kalorie i energie (ooooj, a tej potrzeba przy ogarnięciu życia z noworodkiem) oraz – być może gorszy do pokonania – głód psychiczny i słodycz jako nagrodę (dziękujemy, rodzice i babcie). Właśnie karmisz 5 raz tej nocy – jesteś taka dzielna, zasłużyłaś na Kinder country albo dwa. A potem w dzień – nie jesz za dużo, bo jak, utkwiona na fotelu z dzieckiem śpiącym na klacie, łatwiej podjeść drożdżówkę, a na wieczór zjeść miskę makaronu.  To pewnie scenariusz znany wielu z nas. No i właśnie, potem nie rozumiemy, bo niby te 500 kalorii powinno więcej lecieć, nic nie jemy cały dzień, a tutaj waga nie spada (a czasami rośnie).  Są też takie z nas, które poddadzą się ostremu reżimowi, ograniczą kalorie i rzeczywiście mocno schudną, ale doświadczą potem efektu jojo albo odbije się to konkretnie na ich zdrowiu. Co ważne produkcja mleka może spaść w momencie, gdy zejdziemy poniżej 1500-1800 kcal.

Jak w każdej kwestii dotyczącej Twojego zdrowia, zachęcamy do kontaktu ze specjalistą. Tak naprawdę – czy jesteś matką czy singielką, dobrze jest raz na jakiś czas przyjrzeć się swojej diecie ze specjalistą. Nie jest nim lekarka ginekolog albo pediatra Twojego dziecka, albo przyjaciółka, której udało się schudnąć. Jest nim dietetyk/dietetyczka, która naprawdę wie, co jakie jedzenie robi organizmowi. A może dużo dobrego.
Dlatego, jeżeli czujesz, że pozbycie się pociążowych kilogramów idzie za wolno lub za szybko, źle się czujesz (nie tylko z niewyspania czy zmęczenia), masz inne niepokojące Cię objawy – poświęć czas na spotkanie ze specjalistą. Mamy na szczęście coraz więcej osób, które układają naprawdę życiowe jadłospisy i przestrzega przed rujnującymi zdrowie dietami i modami. Dobra dietetyczka zleci też podstawowe badania, które pokażą czy problem z wagą to nie odzwierciedlenie większych zdrowotnych problemów. 
Wysoki poziom prolaktyny spowalnia przemianę materii oraz redukcję tkanki tłuszczowej. Czym jest wysoki poziom – przyjmuje się, że do 25 to poziom w normie, w zależność od momentu cyklu (jeśli kobieta miesiączkuje), choć bada się w prawidłowy sposób prolaktyne do 5 dnia cyklu, gdyz w drugiej połowie cyklu poziom prolaktyny spada. A co mówią normy dla kobiet karmiących?

Kobieta za moment rodzaca – 200-400

Kobieta 7 dni po porodzie i karmiąca – 100

Kobieta karmiąca 3 miesiące – 100

Kobieta karmiąca przez pół roku bez wystąpienia okresu – 110

Kobieta karmiąca przez pół roku, ale menstruująca – 70

Kobieta karmiąca powyżej pół roku – 50

Dla przykładu kobieta nie karmiąca a mająca gruczolaka przysadki miewa “wysoki” poziom czyli około 150-200. Zanim zrzucimy winę na prolaktynę podczas KP warto ją po prostu oznaczyć, bo bywa tak, że kobiety-  zwłaszcza karmiące powyżej roku – mają ten hormon praktycznie w normie. Warto dlatego pamiętać o trzech innych tropach:

Chorobach tarczycy

Zespole jajników policystycznych

Insulinooporności

Niestety coraz częściej zdarzają się kombinacje tych trzech, a wtedy utrzymanie wagi, a co dopiero schudniecie graniczy naprawdę z cudem.
Nasze ciała bardzo różnie reagują na zmiany hormonalne, ale też na sam fakt karmienia. Część mam narzeka, że nie może schudnąć póki karmi piersią, inne chudną aż za bardzo i przytyć mogą dopiero, gdy skończą. Jedno jest pewne – priorytetem powinno być zdrowie, a nie wygląd. A o to najlepiej dbać słuchając swojego ciała i specjalistów.


Źródła:

  1. https://www.llli.org/breastfeeding-info/weight-loss-mothers/.
  2. https://www.poradnikzdrowie.pl/sprawdz-sie/badania/prolaktyna-normy-kiedy-zbadac-poziom-prolaktyny-aa-cVzk-Jquy-NqF2.html
  3. https://kellymom.com/bf/normal/prolactin-levels/
  4. https://podyplomie.pl/ginekologia/20669,hiperprolaktynemia?page=2
  5. https://kellymom.com/nutrition/mothers-diet/mom-weightloss/



https://www.poradnikzdrowie.pl/sprawdz-sie/badania/prolaktyna-normy-kiedy-zbadac-poziom-prolaktyny-aa-cVzk-Jquy-NqF2.html
https://podyplomie.pl/ginekologia/20669,hiperprolaktynemia?page=2